III Zlot 2011 - relacja
Po raz trzeci w tym roku wakacje/sezon urlopowy uraczyły nas w lipcu rozrywką pod znakiem szewrona. Tym razem Citromaniacy zjechali się w Trójmieście, tradycyjnie mniej więcej w środku lipca.
W piątek po południu rozpoczęło się kwaterowanie przyjezdnych i parkowanie samochodów. Po południu Citromaniacy spacerkiem udali się w stronę portu, gdzie następnie wsiedli na statek, aby uczestniczyć w rejsie po gdyńskiej przystani. Potem (według uznania) można było skorzystać z chwili czasu i przed kolacją można było zwiedzić gdyńskie Akwarium.
Wieczorem uczestnicy zlotu zjedli kolację, a wieczorem integrowali się do późnych godzin nocnych przy grillu w klubie Hormon.
Nazajutrz, po śniadaniu, zlotowicze udali się na parking, aby uruchomić swoje maszyny i uzdatnić do jazdy. W blasku świateł białych i żółtych selektywnych, jeden za drugim, samochody powoli wytoczyły się z parkingu i (równie powoli) udały się przez miasto do fabryki BIMET, zajmującej się produkcją panewek. Oczywiście - celem dokształcenia się lub odświeżenia wiedzy - każdy rejestrował przez 2 godziny to, co jego oczy zobaczyły.
Po zwiedzaniu fabryki uczestnicy pojechali do restauracji Filharmonia w Gdańsku, gdzie zjedli przepyszny obiad w ekskluzywnej atmosferze i obsłudze, a następnie wysłuchali prelekcji kolegów z Novola na temat zabezpieczeń antykorozyjnych.
Z pełnymi brzuszkami i nową wiedzą wszyscy pojechali tym razem w kierunku centrum Gdańska, gdzie znajduje się m.in. Centrum Hewelianum. Tam wszyscy raczyli się doświadczeniami i eksperymentami, obejmującymi szeroko rozumiane zagadnienia z fizyki. Następnie, po wyjściu z Centrum, nastąpiło przeniesienie się w czasie do czasów pruskich. O ówczesnej rzeczywistości opowiadał nam przewodnik, przebrany w strój żołnierza z tamtych czasów. Opowieść była bardzo wciągająca i ciekawa, z wieloma anegdotami i przykładami, a także symulacjami (np. forsowanie bramy czy też leczenie chorego).
Po powrocie do roku 2011 nastąpiło kilka trzasków luster aparatów, powstały tym sposobem fantastyczne zdjęcia grupowe. Następnie (po dotankowaniu niektórych samochodów) wszyscy udali się do bazy.
Wieczorem, po kolacji, Citromaniacy zebrali się tym razem na plaży, aby dać znać o swojej obecności przez chmarę wzlatujących w powietrze lampionów. Jedni odpalali kolejne świecące obiekty latające, inni podziwiali te w powietrzu (a jeszcze inni robili zdjęcia :D). Finiszem wspólnego zgromadzenia na plaży była oczywiście impreza w klubie Hormon.
Niedzielny poranek przywitał nas ponownie świetną pogodą (wcześniej również dopisywała). Po zjedzeniu śniadania i opuszczeniu pokojów, samochody jeden za drugim ruszyły w stronę Bulwaru, gdzie do południa stały ku uciesze turystów i przechodniów, którzy zagadywali, robili zdjęcia i podziwiali Citrozabytki.
Niestety wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Tak też musiało nastąpić i teraz. Wczesnym popołudniem Organizatorzy ogłosili zakończenie zlotu i podsumowali imprezę, wyróżniając każdą załogę z osobna, wręczając nagrody i dziękując za udział. Zaznaczono przy okazji obecność przedstawicieli sponsorów oraz gości specjalnych z Francji (tak, to był pierwszy zlot "międzynarodowy"!).
W atmosferze pożegnań wszyscy wrócili do swych domów, wspominając kolejny fantastyczny zlot, dobrą zabawę i uroki motoryzacji francuskiej.
I tak upłynął Zlot Zabytkowych Citroenów, edycja trzecia...
Galerie zdjęć ze zlotu:
- Galeria Grzegorza Słowińskiego: Link do galerii
- Galeria Jacka Gaudyna: Link do galerii